Jan Baranik - gołębie pocztowe

Płowy 808

 

———————-

Poniżej artykuł Piotra Patasa o Karolu Paszku i jego PŁOWYM

 

Czy jest na świecie lepszy gołąb od płowego samczyka o numerze rodowym PL-020-03-808 – wyhodowanego w gołębniku Karola Paszka w Ustroniu? Odpowiedź na to pytanie zależy od kryteriów, jakie przed takim gołębiem postawimy. Od tego, wedle czego będziemy go oceniać. Jakie cechy, czy osiągnięcia uznamy za najcenniejsze? Czy weźmiemy pod uwagę ilość zdobytych konkursów w kolejnych latach, w najlepszym sezonie, czy w całej karierze? Czy może za najważniejszą uznamy ilość czołowych konkursów i siłę konkurencji, w jakiej zostały zdobyte? Ktoś może wziąć pod uwagę wszechstronność ptaka, czyli umiejętność zdobywania konkursów na każdym dystansie: krótkim, średnim i dalekim. A jeśli do tego gołąb miałby wysokie walory rozpłodowe, czyli wiernie przekazywałby swoje cechy na potomstwo, to mielibyśmy do czynienia z wyjątkowym gołębiem.

Jaki to jest ów płowy samczyk Karola Paszka? Czego dokonał w dotychczasowej karierze lotowej? Kto spojrzy na jego wyniki lotowe, ten uzna, że są wyjątkowe, imponujące by nie powiedzieć fenomenalne.

Już jako młódek „Płowy” zdobył 6/6 konkursów. Jako roczniak i dwulatek nie był nadmiernie eksploatowany; w dwóch kolejnych sezonach był koszowany po osiem razy. Jako roczny zdobył – 8/8, jako dwulatek 7/8. Potem w kolejnych latach: 13/13, 10/11 i w ubiegłym 2008 roku – 11/11; 11 razy koszowany, zdobył 11 konkursów. Uczestniczył w 57 lotach. Zdobył 55 konkursów. Tylko dwa razy się spóźnił. Wśród 55 zdobytych konkursów aż dwanaście razy plasował się na pierwszym miejscu w oddziale. Na drugim miejscu meldował się 6-krotnie, na trzecim miejscu wrócił 4-krotnie. Potem był jeszcze 4, 5 itd. W pierwszej trójce lądował 22 razy, w pierwszej piątce 27 razy, w pierwszej dziewiątce był 35 razy. W swej dotychczasowej karierze przebył trasy powietrzne o łącznej długości ponad 37,5 tysiąca km.

Powiem wprost. To fenomen. Dotychczas, na przestrzeni kilkudziesięciu lat, odwiedzając wiele różnych gołębników nie spotkałem ptaka, który odnosiłby tej miary sukcesy lotowe. Nie trafiłem też nawet na wzmiankę o podobnym asie lotowym w prasie fachowej, ani krajowej, ani zagranicznej. Owszem, spotyka się gołębie, które zdobywają 3, 4, czy nawet pięć pierwszych konkursów w jednym sezonie, ale nie słyszałem o ptaku, który plasowałby się na najwyższych pozycjach w każdym roku lotowania, przez kolejnych sześć sezonów.

Jak wygląda ów as lotowy? „Płowy” ma wprawdzie pokrój gołębia sportowego, ale niewiele brakuje mu do klasycznego standardu. Na wystawach sędziowie wysoko go oceniają. W ostatnich dwóch latach na wystawie okręgowej zdobywa dwa pierwsze miejsca; zarówno w kategorii standard, jak i sport. Na ubiegłorocznej ogólnopolskiej był piąty w „standardzie” i pierwszy w kategorii D. „Płowy” zwykle otrzymuje oceny w granicach 91,00 do 92,00 punkty. Jak na lotnika, to bardzo dużo. Za ogólne wrażenie, głowę, oko – dostaje w granicach od 8,25 do 8,50 punktów. Za kościec, mostek i miednicę, także od 8,25 do 8,50 punktów. Formę, wytrzymałość pleców i kupra sędziowie oceniają u niego na 18,00 do 18,50 punktów. Są to oceny nieco powyżej przeciętnych. Ale dwie ostatnie są już bardzo wysokie. Równowagę, harmonię i umięśnienie „Płowy” w oczach sędziów ma na 28,25 punktów. Równie wysoko – na 28,00 do 28,50 – oceniają jego skrzydło, ogon i jakość upierzenia.

 

 

„Płowy” „nie trafił” byle jak. Urodził się w gołębniku jednego z najwybitniejszych hodowców Okręgu Bielsko-Biała. Karol Paszek od lat zajmuje bowiem czołowe miejsca we współzawodnictwie lotowym zarówno w oddziale, w okręgu, jak i w Rejonie Ziemia Cieszyńska. Jest on wybitną indywidualnością. Tylko w ciągu ostatnich czterech lat trzykrotnie zdobywał tytuł mistrza rejonu, raz był wicemistrzem. W roku 2007 był mistrzem Okręgu Bielsko-Biała w GMP. W roku 2008 jest wicemistrzem Okręgu w trzech kategoriach; we współzawodnictwie tradycyjnym, w lotach kategorii B, w lotach średniodystansowych. Tytułów mistrza oddziału trudno mu już dziś zliczyć. Jest ich z pewnością co najmniej kilkanaście. Jest równie dobry w lotach gołębi dorosłych, jak i młodych. Miarą jego wiedzy, kwalifikacji, umiejętności, a także wszechstronności jego gołębi jest m.in. fakt, iż przez ostatnie 10 lat zdobywa supermistrzostwo w oddziale. Wyniki lotowe Karola Paszka w ubiegłym sezonie 2008 pokazuje tablica 3.

Postanowiłem odwiedzić Karola Paszka, popatrzyć na jego asa, zbadać go w ręku, sfotografować go i popytać o to, jaki to gołąb, jak został uchowany, o jego walory i historię życia. A oto, co mówi o nim jego hodowca, opiekun i właściciel w jednej osobie – kolega Karol Paszek.

To samczyk o barwie płowej, wielkości średniej. Nie za duży, nie za mały; taki w sam raz. „Płowy” ma głowę owalną, kształtną. Dziób średniej długości. Woskówki nie za duże. Oko typowe tzw. „Glassaure” – szklane. Tęczówka czerwono-krwista. „Szklane oczy” mieli również oboje rodzice „Płowego”. A mówi się, że nie należy łączyć ze sobą dwóch „Glazerów”. To nieprawda.

A zatem „Płowy” kolegi Paszka może się podobać. To taki współczesny piękny lotnik. „Płowy” ma bogate upierzenie – jakie zwykle miewają gołębie tej barwy. Pióra ma dobrej jakości; miękkie, jedwabiste, zawsze ściśle przylegające do korpusu. To oznaka zdrowia. Kościec stabilny, mocny, bardzo dobrze spięty w widełkach. Mostek raczej dłuższy, nie za płytki, ale i niezbyt głęboki. Całość obudowana silnymi mięśniami. „Płowy” ma kapitalne skrzydło o rzadko spotykanym kształcie. To skrzydło jest średnio długie – ani krótkie, ani długie; opadające, od korpusu w dół. Lubię takie skrzydło. Jest średnio napięte. „Płowy” nie „ciągnie” skrzydła, pozwala je sobie rozłożyć. To wszystko – dobre cechy, optymalne. Jednym słowem „Płowy” ma czym lecieć.

„Płowy” to gołąb wyjątkowo spokojny; to prawie flegmatyk. Jest inteligentny, bystry, uważny, bacznie obserwuje, co się wokół dzieje. Gdy do gołębnika wejdzie ktoś obcy, to niepostrzeżenie – na wszelki wypadek – chowa się w celi. „Płowy” ma psi rozum; rozum wytrenowanego psa rasowego. Chowa się przed obcymi, ponieważ nie lubi być brany do ręki. Nie chce, by go dotykać. Dlatego niechętnie go daję w obce ręce; bo szarpie się, wierci, kręci. Łatwo mu wtedy wyrwać pióra. Mnie nie unika, nie wykręca się, ale obcego od razu wyczuwa.

Czy jest zazdrosny o samicę?

Nie jest zazdrosny. Jest zrównoważony. Jest za to bardzo przywiązany do celi. Ma ciągle tę samą. Broniąc jej jest bardzo waleczny. Pilnuje jej; cały dzień siedzi sobie u wejścia. Przy próbie zajęcia swego terytorium, intruz nie ma szans.

Jak chowa potomstwo? Czy jest dobrym i troskliwym ojcem?

Jest dobrym ojcem, ale nigdy nie chował w jednym lęgu dwóch młódków, zostawiam mu zawsze tylko jednego. Jednego młódka chowa wiosną, drugiego jesienią. Nie chcę go przemęczać.

Jakie „Płowy” ma zdrowie? Czy kiedyś chorował?

Nie, nigdy nie był chory. Ma żelazne zdrowie. Jest zawsze zdrów. Inaczej nie miałby takich wyników lotowych.

Jak został uchowany?

Jego matką jest niebieska samiczka z belgijską obrączką rodową. Otrzymałem ją w prezencie od Czesława Żurawskiego. Jest z rocznika 1999, żyje jeszcze, ale nie nosi już jaj. Miała trzy lata, gdy go spłodziła. Nie znam jej pochodzenia, nie wiem też, czy była lotowana. Ojcem „Płowego” był również płowy samczyk. Pochodził z hodowli z Niemiec. Też nie znam jego korzeni. Niestety, już nie żyje. Cztery lata temu został zjedzony przez kunę, która wdarła się do gołębnika. Do Polski trafił jako ptak dorosły. Podobno w Niemczech był lotowany.

To był ładny gołąb – wspomina Paszek; był jasno płowy, prawie srebrny; na jasnym oku; taki „Glazer”. Jego syn „808” jest bardzo podobny do ojca. Stary ojciec miał jedną wadę. Miał „głęboki” mostek. U mnie nie był już lotowany. Był zamknięty w wolierze. Nie miałem rodowodów ani ojca, ani matki płowego. Jedynie karty tożsamości.

Po kim – Pana zdaniem – nasz bohater as „Płowy 808” odziedziczył te walory? Czy to obaj partnerzy tak dobrze „pasowali” do siebie, czy też syn odziedziczył cechy po jednym z rodziców?

To los, to kwestia szczęścia, przypadku. Tak bywa, że trafi się para, która płodzi dobre potomstwo. Ot i trafi się fenomen. To taki prezent od Pana Boga. Miałem już kilka takich wybitnych gołębi.

Czy „Płowy” miał rodzeństwo?

Miał płową siostrę „809”, z tego samego gniazda. Płowy „808” jako młódek był najlepszym lotnikiem, ona była trzecia. Wyglądała jak samczyk. I jako samczyka sprzedałem ją pewnemu leśnikowi z kieleckiego, który był tu u mnie na locie. Z tego lotu „Płowy” wrócił jako pierwszy, ona była druga. Potem, gdy się okazało, że jest samiczką, odkupiłem ją z powrotem od niego. Po jakimś czasie wypuściłem ją. Uderzyła w płot – być może uciekając przed jastrzębiem – złamała sobie skrzydło i uszkodziła kość piersiową. Obecnie jest u kolegi w Niemczech.

Z tej pary był jeszcze samczyk „820”, również płowy; brat „Płowego 808” i płowej „809”. Obecnie jest u kolegi w Ustroniu. Nie jest lotowany, jest w rozrodzie. Często go pożyczam. Potomstwo po nim wspaniale leci. Rok wcześniej, w roku 2002 z tej pary uchowałem dwie samiczki. Podarowałem je koledze, Czesławowi Żurawskiemu, który przywiózł mi matkę „Płowego”. Jedna z nich już nie żyje, ale wydawała kapitalne gołębie. Druga jest jeszcze w Ustroniu.

A potomstwo po „Płowym 808”?

Mam cztery samce; trzy czerwone i jeden niebieski. Samiczek było pięć; jedna jest sprzedana. Dzieci było więcej, ale darowałem kolegom. Zbyt dużo ich jednak nie miałem, ponieważ on leci jako wdowiec.

Ile samiczek miał „płowy”?

Miał trzy partnerki. Jedną od śp. Józefa Rojewskeigo z Wrocławia. Zginęła w szponach jastrzębia. I dwie z hodowli Jos & Lars Vercammen. Łączony był z nimi na zmianę. Jedna z tych dwóch – jako młódka – była najlepszą lotniczka rejonu. Po tym wyczynie już nią nie lotowałem. Jest w rozrodzie. Najlepsze potomstwo dawał z „Vercammenką”, z którą jest obecnie; tą najlepszą młódką w rejonie.

Czy płowy jest dobrym rozpłodowcem?

Bardzo dobrym. Lecą po nim dzieci i nawet wnuki. Mam rocznego wnuka, który w tym roku – osiem razy koszowany – zdobył 8 konkursów; w tym czterokrotnie ze Świnoujścia z odległości około 560 km. Był jego syn „408”; z połączenia z „Vercammenką”, z którą jest obecnie. Może byłby nawet lepszy od ojca. Jako młódek był dwa razy pierwszy w oddziale. Jako roczniak – podobnie – też z dwóch lotów pierwszy w oddziale; w locie z Poznania wyprzedził znacznie drugiego na liście. Niestety został na jednym locie, z powodu …… mojej głupoty. A było tak. Lecieliśmy w Boże Ciało w czwartek i potem znów w niedzielę. W czwartek miałem trzy pierwsze w oddziale; a były to roczniaki. W sobotę pokazałem im samice i wysłałem na niedzielny lot ze Świnoujścia; około 560 km. Wszystkie przepadły. „Spaliły się”. On był między nimi. Widać, chciałem zbyt wiele.

Czy wartość potomstwa po „Płowym” nie zależy od barwy upierzenia, z jakim się rodzą? Czy czasem płowe nie są najlepsze?

Nie powiedziałbym tego, bo mam też czerwone, czerwone nakrapiane; i też kapitanie chodzą. Mam też po nim niebieskiego samczyka. W ogóle nim nie lotowałem. Przeznaczyłem go do rozrodu, ponieważ ma naturę tej belgijskiej samicy; swojej babki. Gdy patrzę na niego, to jakbym „starkę” widział. Jest niezwykle spokojny, jak ona. Gdy jestem w gołębniku, to mi nawet na głowie siada. Podobnie zachowywały się te dwie córki, które oddałem Czesiowi do Bielska. Były bardzo spokojne.

Czy „Płowy” lata z gniazda, czy jako wdowiec?

Tylko jeden sezon, jako roczniak leciał z gniazda. Leciał wspaniale: 8/8 – w tym cztery razy pierwszy u mnie na gołębniku.

Co lepiej mu służy; gniazdo, czy wdowieństwo?

Trudno powiedzieć, ponieważ tylko jeden sezon leciał z gniazda, a wyniki zawsze ma dobre. Jedno jest pewne; im starszy, tym lepiej leci.

Jak jest przygotowywany do lotów? Czy jego partnerka też lotuje, czy czeka na niego w celi?

Praktykuję tradycyjne wdowieństwo. Lotują samce, a samiczki pozostają w domu i czekają na powrót partnerów z lotu. Każdy samiec spotyka się z samiczką w celi przed każdym lotem i po locie. Po locie każda para jest wypuszczana z gołębnika na dwa, trzy obloty.

Czy stosuje Pan wobec „Płowego” jakieś dodatkowe triki?

„Płowy” jest traktowany identycznie, jak inne samce. Jedynie pod koniec sezonu, trzy, cztery loty przed zakończeniem, otwieram mu dodatkowo małą celę zrobioną tuż przy jego celi. Obejmuje ją ochoczo, z zadowoleniem. Teraz ma dwie. Broni ich i strzeże przed intruzami. To jest dla niego dodatkowa motywacja. Ale zauważyłem, że najlepiej „robi mu” dodatkowy tydzień odpoczynku. Relaksuje się wówczas dwa tygodnie. W następnym locie jest nie do pokonania. Wówczas zawsze jest pierwszy w oddziale. Praktykowałem to w tym roku. W ubiegłym roku był najlepszym lotnikiem rejonu. Miał wynik: 13/13. Ale dziś uważam, że był zanadto eksploatowany. Był wprawdzie dwa razy pierwszy, razy drugi, raz trzeci, raz czwarty i raz piąty; ale nie był tak szybki, jak w tym roku, gdy go trochę przyoszczędziłem. W tym sezonie ma więcej pierwszych miejsc. Tak powinien być lotowany zawsze.

Czy eksploatuje go Pan również w rozpłodzie? Ile chowa młódków w sezonie?

Niewiele. Oszczędzam go. Jednego młódka chowa wiosną i jednego jesienią.

W jakiej formie „Płowy” wraca z lotu?

Zwykle w bardzo dobrej; nie widać po nim nadmiernego zmęczenia. Ale w tym roku raz wrócił bardzo zmęczony. Walnął o deskę; taki był wycieńczony. Wracał ze Świnoujścia. Dzień był upalny; ale to nie był powód tego zmęczenia, ponieważ on lubi takie warunki. Tym razem „Płowy” przestrzelił, przeleciał gdzieś bokiem i musiał wracać; „piłował” pod wiatr. Siadł z przeciwnego kierunku. I mimo to był drugi w oddziale. Widać, że nie zaszkodziło mu to i szybko doszedł do formy, bo już za tydzień, znów ze Świnoujścia był pierwszy w oddziale.

Czy to jest gołąb wszechstronny, czy tylko na loty jednodniowe do 500 km?

Trudno powiedzieć, chociaż potrafi wrócić czołowo z lotu dwudniowego. Dwukrotnie wypadło mu nocować poza domem, ale i wówczas rankiem wraca na dobrej pozycji. Z jednego lotu ze Świnoujścia wrócił drugiego dnia na drugiej pozycji w oddziale.

Z jakiej odległości odbył najdalszy lot?

Z Alberts-Loh, z Niemiec. To dystans ponad 800 km. Raz leciał z Helmstedt z odległości nieco ponad 600 km. To chyba był jego życiowy lot. Wrócił z 35 minutowym wyprzedzaniem nad drugim gołębiem w oddziale. Pamiętam jak dziś; było to dwa lata temu; potworny lipcowy upał; cały dzień lał się żar z nieba.

Dlaczego „Płowy” nie był koszowany na loty najdalsze, np. na „maratony” z odległości rzędu 800 km?

Z tych odległości loty bywają dwudniowe. Gołębie muszą nocować poza gołębnikiem, a to zawsze jest ryzykowne. „Płowy” to wyjątkowy gołąb. Obawiam się o niego. Może mieć pecha i straci życie. Loty ze Świnoujścia w granicach 560 km „załatwiają” wszystkie kategorie; poza „maratonem”. To mi wystarczy.

Jaki lot bardziej mu odpowiada; łatwy, czy trudny?

„Płowy” lubi raczej trudniejsze loty. Ale wraca też pierwszy z szybkich lotów; przy prędkości rzędu 1700 m/minutę. Doskonale radzi sobie z ciężkim lotem. W dotychczasowej karierze nieraz wypadło mu lecieć w bardzo trudnych warunkach. Leciał w upałach, przy przeciwnym wietrze. Nie straszne mu są burze, ulewne deszcze; kiedyś lało, jak z cebra, a on w tej ulewie wraca jako pierwszy.

Czy zdarzyło mu też spóźnić się? Czy kiedyś nie zdobył konkursu?

Tak, dwukrotnie. Z Poznania w 2005 roku i w ubiegłym 2007 roku z Lubina. Przez cały tydzień było brzydko. W dniu lotu najpierw była mgła, potem deszcze. Wrócił dopiero na drugi dzień. Trochę się spóźnił. Spudłował.

Najbardziej charakterystyczne przeżycie z nim związane?

Chyba to, gdy wyrwał się ze szponów jastrzębia. Ubiegłej jesieni, na przełomie września i października namierzył i zaatakował go jastrząb. „Płowy” był wtedy mocno rozpierzony. Widziałem to i struchlałem, ale „Płowy” mu się wywinął. Jastrząb drasnął go; pod skrzydłami miał ranę i uszkodzone pióra.

Kolega Paszek w przyszłym roku zamierza nadal nim lotować. Obecnie jesienią i zimą „Płowy” korzysta z wolności. Codziennie lata wokół gołębnika. Jego opiekun wiele ryzykuje, wypuszczając go codziennie. Wierzy jednak w to, że jego pupil nie pozwoli się złapać jastrzębiowi. Czy nie byłoby lepiej zamknąć go w wolierze i wypuścić dopiero wiosną?

Obawiam się, że gdy nie będzie codziennie latać, to się zastoi, „wybije z rytmu”. Gdy go wiosną wypuszczę, jastrząb łatwo go złapie. Zimą ginie mi mniej gołębi od jastrzębi niż wiosną i latem.

A może warto byłoby zaprzestać nim lotowania i chować po nim potomstwo; skoro jest tak dobrym reproduktorem? Można by w oparciu o niego zbudować szczep. Wielu na Zachodzie tak czyni. Tam zakłada się hodowle na ptakach o znacznie skromniejszych osiągnięciach.

Szczep „Płowego”? Myślałem o tym. Spróbuję go tworzyć w oparciu o jego synów. Ale w wolierze go nie zamknę. Ten ptaszek ma radość, gdy lata na wolności.

Pan Karol powiedział mi, że hodując gołębie kilkadziesiąt lat nie miał dotąd lepszego gołębia. Na Spartakiadzie w Nitrze, gdzie „Płowy” był pierwszy w kategorii D, chcieli go kupić Japończycy, Zaproponowali za niego sumę aż 40 tys. Euro. To równowartość około 140 tys. PLN. Ale jego opiekun nie skusił się na tę sumę. Woli mieć swego pupila w gołębniku. Czy do tego reportażu na temat „Płowego” chciałby Pan jeszcze coś dodać od siebie?
O tak! Chciałbym raz jeszcze serdecznie podziękować Czesławowi Żurawskiemu za ten prezent; za matkę „Płowego”. Swego czasu Czesław mieszkał w Bielsku. Teraz jest w Anglii.

Komentarz

Czy „Płowy” Karola Paszka z Ustronia może rzeczywiście konkurować o miano najlepszego gołębia na świecie? Owszem, ma wszelkie dane ku temu. Odbył 57 lotów, zdobył 55 konkursów. 12 razy był pierwszy; czyli co 5 lot siadał jako pierwszy w oddziale. Spudłował tylko dwa razy. Dwa razy nie zdobył konkursu na 57 lotów. To niezwykłe wyczyny. Czy „Płowy” jest gołębiem wszechstronnym typu „allround” trudno do końca powiedzieć, ponieważ najdłuższy lot odbył z odległości około 830 km. Nigdy nie był na locie z odległości rzędu 1000 km. Ale potrafi nocować poza domem. Nie straszne mu upały, deszcze, burze i przeciwne wiatry. I wtedy potrafi być pierwszy. Najprawdopodobniej poradziłby sobie też z lotem dłuższym. Oprócz nadzwyczajnych walorów lotowych „Płowy” płodzi też doskonałe potomstwo. Jego dzieci co najmniej mu dorównują. Dobrze lecą też wnuki. Wygląda na to, że on sam, lub może któreś z rodziców miało tę dominującą siłę przekazywania cech na potomstwo; i to w kilku kolejnych pokoleniach. Zdarzają się takie gołębie. Schlepphorst nazywa ich perłami hodowlanymi; które należy przeznaczyć do rozpłodu.

Jakie walory ma „Płowy 808”? Co sprawia, że jest tak szybki?

Po pierwsze. Ma widać doskonały zmysł orientacji i nawigacji przestrzennej, co pozwala mu obierać najkrótszą, czy też optymalną drogę do domu.

Po drugie. Jest zapewne indywidualistą. Potrafi wcześnie oderwać się od stada i lecieć setki kilometrów sam, w pojedynkę.

Po trzecie. Jest bardzo przywiązany do gołębnika. Ma upór i niezłomną wolę powrotu.

Po czwarte. Ma widać doskonałe warunki fizyczne. Umięśnienie, kościec, sprawnie funkcjonujące organy wewnętrzne.

Po piąte. Ma rdzenne zdrowie, dzięki któremu może w pełni wykorzystać wszystkie swoje walory.

Wreszcie ma też warunki optymalne stworzone mu przez hodowcę. Zdrowy gołębnik, karma, opieka i motywacja. To dopełnia sukcesu.
Jak jest jego przyszłość? Najprawdopodobniej pojedzie na olimpiadę do Dortmundu. A potem? Zobaczymy, co zdecyduje jego opiekun. Czy będzie nim dalej lotować? Czy może przeznaczy go do rozrodu? A może ulegnie pokusie i po prostu za dobre pieniądze sprzeda go?

———————————————————–

ARTYKUŁ ZOSTAŁ SKOPIOWANY Z BLOGA PIOTRA PATASA POD ADRESEM:

piotrpatas.bloog.pl

ZA ZGODĄ AUTORA